Najnowsze Wpisy

ktosneiprzyczepil Komentarze (0)
27. stycznia 2009 16:21:00
linkologia.pl spis.pl

Epoh i Evol

 

     W pięknym, ogromnym i tajemniczym lesie żyła mała śliczna wróżka o dźwięcznym imieniu Epoh. Mieszkała sama w niewielkiej chatce pośrodku gęstego lasu, nad lśniącym jeziorkiem. Codziennie spacerowała po swoim małym królestwie, bawiła się z królikami, pomagała wiewiórkom w zbieraniu orzechów, czasami zajmowała się pisklętami, gdy ich rodzice zdobywali pożywienie. Dni mijały jej na rozmaitych rozrywkach.

     Pewnego dnia pohE jak zwykle zabawiała się wesoło ze swoją kompanią, gdy nagle między drzewami zobaczyła jakąś postać. Przez całe życie wychowana wśród mieszkańców lasu, trwała w nieświadomości, że gdzieś na świecie żyją istoty, które podobnie jak ona mają jasną cerę, dwie ręce i dwie nogi. Postać, która spokojnie przechadzała się po sąsiedniej polanie, była właśnie taka jak ona. To coś również miało dwie ręce i dwie nogi, jasną cerę i jasne krótkie włosy i w niczym nie przypominało znanych jej stworzeń.

     "To coś wygląda zupełnie jak ja, tylko, że moje włosy są długie i sięgają stóp, a ono ma krótką zmierzwioną czuprynę." - pomyślała mała wróżka. "Kto to może być?" - pytała sama siebie. Bardzo długo trwała nieruchomo i z zaciekawieniem przyglądała się przybyszowi. Zachwycała się jego urodą i ruchami i wprost nie mogła oderwać od niego oczu.

     W pewnym momencie młodzieniec odwrócił się i ujrzał wpatrzoną w niego wróżkę. On również wydawał się być zaskoczony jej widokiem. Podszedł do niej, a gdy ona pełna nieśmiałości podniosła na niego wzrok, zapytał, kim jest i co robi sama w tym ciemnym lesie. Wciąż zdziwiona i onieśmielona przedstawiła się grzecznie i lekko uśmiechnęła.

     Epoh poprosiła go by opowiedział jej o sobie i o swoim życiu. Młodzieniec, który jak się okazało miał na imię Evol, mieszkał w wiosce elfów po drugiej stronie lasu. Mała wróżka wciąż nie mogła uwierzyć, że nareszcie spotkała kogoś tak podobnego do siebie, kogoś, kto nie był ani królikiem, ani małym ptaszkiem. Siedziała, więc jak zaczarowana i wpatrywała się roziskrzonymi oczami w swojego rozmówcę. Pragnęła dowiedzieć się jak najwięcej o nim i innych mieszkańcach jego wioski. Evol uprzejmie zaproponował jej, że może jej pokazać swoją okolicę i przedstawić ją swoim przyjaciołom. Śliczna wróżka z ochotą zgodziła się na tę małą wycieczkę i z niecierpliwością oczekiwała tego spotkania. Odkrycie, że nie jest sama na świecie sprawiło jej ogromną przyjemność.

     Z powodu onieśmielenia mała wróżka podczas spaceru przez las nie była zbyt rozmowna, ale gdy wreszcie doszli do wioski i poznała wielu wspaniałych przyjaciół Evola, to uczucie gdzieś znikło. Okazało się, że wszyscy ogromnie polubili małą wesolutką wróżkę. Dni mijały im na wspólnych zabawach i szaleństwach. Epoh nie umiała już sobie wyobrazić życia bez nowych przyjaciół.

     Jednak mimo sympatii dla wszystkich elfów, w niewinnym sercu Epoh zrodziło się szczególne uczucie dla tego, kto pierwszy pokazał jej, że świat nie kończy się na jej małej chatce, jeziorku i kilku zwierzątkach. Z początku mała wróżka nie bardzo wiedziała, co było przyczyną szybszego bicia jej malutkiego serduszka, ale z czasem posłuchała jego głosu i odkryła jego tajemnicę. Nigdy nie nauczona, by ukrywać swoje uczucia, postanowiła je wyznać. W swojej dziecięcej naiwności wierzyła, że ma szansę na wzajemność.

     Pewnego wieczora, gdy jak zwykle całe towarzystwo z wioski elfów wspaniale się bawiło, postanowiła ostatecznie otworzyć przed Evolem swoje serduszko. Wyszli na spacer, noc była ciemna, a niebo bezgwiezdne, usiedli na trawie i mała wróżka wyznała młodemu elfowi swoją miłość. Niestety jej gorące młodzieńcze uczucie nie było odwzajemnione. Evol, choć bardzo ją lubił, nie czuł tego, co ona. Pozbawiona złudzeń Epoh była szczęśliwa. Wierzyła, bowiem, że jeśli nareszcie jest w pełni świadoma jego uczuć, łatwiej jej będzie zmienić własne.

     Od tego wieczora upłynęło wiele czasu. Z każdym dniem serce Epoh wydawało się uspokajać, za to jej stosunki z Evolem nie straciły nic ze swej prostoty i szczerości. Byli po prostu dobrymi znajomymi, żyli obok siebie i nie przeszkadzali sobie wzajemnie. Z czasem Epoh była niemal pewna, że gorące uczucie, jakim darzyła młodego elfa dawno się ulotniło, jednak było to tylko złudzenie.

     Kiedy wreszcie mała wróżka zdała sobie sprawę, że nie będzie w stanie zwalczyć go siłą, postanowiła poddać się i zrobić wszystko, by jak najlepiej wykorzystać to, co mogła otrzymać od Evola. Zdecydowała, że nie będzie już więcej niczego od niego wymagać, weźmie tylko to, co on będzie chciał jej dać. Od tego czasu starała się być blisko niego, poznać go najlepiej jak tylko się da, pokazać mu, że jest warta tego, by zwrócił na nią uwagę. Zawsze delikatna, próbowała nigdy nie narzucać mu swojej obecności, była obok niego wtedy, gdy potrzebował wsparcia, rozmowy, uśmiechu.

     Cieszyła się ogromnie, gdy wiedziała, że może się na coś przydać. Dzięki temu poznawała go coraz lepiej, uczyła się jego zachowań, z czasem potrafiła odgadywać niektóre jego myśli i pragnienia. Traktowała go jak fascynującą książkę, którą czyta się z zapartym tchem, skrzętnie notując niektóre zawarte w niej myśli i przesłania. Ona zapisywała informacje o nim w swoim kochającym serduszku. Epoh wciąż chciała wiedzieć więcej i więcej, stale było jej mało. Cieszyła się ogromnie bliskością pięknego jasnowłosego elfa, którego kochała i właściwie wystarczało jej to do szczęścia.

     Dni mijały, a towarzystwo z wioski elfów nie potrafiło się już rozstać z małą wróżką. Dla niej samej prośba, by zamieszkała z nimi była niczym upragniona gwiazdka z nieba. W ten sposób przecież mogła być jeszcze bliżej ukochanego.

     Z czasem Epoh ze zdumieniem odkryła, że już nie tylko ona szuka towarzystwa Evola, ale także on wykazuje inicjatywę, pragnie przebywać z nią, dzielić się spostrzeżeniami i myślami. Spędzając razem dużo czasu oboje odkryli, ze bardzo wiele ich łączy. Cieszyły ich te same rzeczy, oboje mogli godzinami przyglądać się ogniowi radośnie buzującemu na palenisku dyskutując przy tym o nurtujących ich rzeczach. Początkowo nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bliscy się sobie stali, dopiero po jakimś czasie zrozumiała, że prawdopodobnie stała się jedną z najbliższych mu osób na świecie. To wciąż było za mało, by mógł ją pokochać, jednak jej to wystarczało do szczęścia, gdyż prawdziwą pełnię tego uczucia odkrywała dopiero przy nim. Mała wróżka postanowiła sobie, że nigdy nie będzie już narzekać, gdyż osiągnęła znacznie więcej niż mogła się spodziewać.

     Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie chwile zwątpienia, które nachodziły ją czasami w najmniej odpowiednim momencie, gdy ganiali się radośnie po małej, rozświetlonej słońcem polance, gdy spacerowali samotnie po lesie mając za przewodników tylko świetliste gwiazdy i srebrzysty księżyc. Nagle i nie wiedzieć czemu zaczynała odczuwać nieprzepartą ochotę, by delikatnie musnąć palcami jego ogorzałą twarz, jasne lśniące włosy, by zanurzyć swoją dłoń w jego dłoni, by przytulić swoją głowę do jego piersi. Zawsze w takich momentach resztkami sił powstrzymywała się, by tego nie zrobić. Miała świadomość, że to zepsułoby wszystko, co udało im się wspólnie stworzyć. To prawdopodobnie byłby koniec ich pięknej przyjaźni.

     Czasami myślała o tym, by ponownie otworzyć przed nim swe serce i wyznać, że wciąż to właśnie on i tylko on w nim mieszka. Wiedziała jednak, że jeśli jego uczucia do niej nie zmieniły się, to powstanie między nimi mur, którego tym razem nie da się już zburzyć. Za pierwszym razem nie miała nic do stracenia, teraz mogła stracić wszystko, co miała - jego przyjaźń. Postanowiła nie ryzykować aż do chwili, gdy będzie całkowicie pewna jego wzajemności. Choć rozum mówił jej, że taka chwila może nigdy nie nastąpić, serce przyrzekało jej, że jeśli będzie cierpliwie walczyć o swoją miłość, to kiedyś otrzyma upragnioną nagrodę.

     Życie Epoh określały spotkania z Evolem, ich długie spacery i rozmowy, wspólne doświadczenia i wspomnienia. Wydawało się, że nic nie będzie w stanie zakłócić szczęścia tych dwojga, gdyż należy zaznaczyć, że mała wróżka była naprawdę szczęśliwa mając u swego boku młodego elfa, którego kochała, i dla którego byłą ważna, nie potrzebowała od niego niczego więcej, to, co jej dawał właściwie jej wystarczało...

     Ich wspólny świat mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Niczego im nie brakowało. Zawsze, gdy biegali radośnie po lesie, gdy pluskali się w lodowatym jeziorku, ich perlisty śmiech odbijał się echem od otaczających drzew. Często bawili się z innymi mieszkańcami lasu, a zimą opiekowali się nimi pomagając im w zdobywaniu pożywienia. Czasami Epoh wydawało się, że na świecie istnieją tylko oni dwoje. Nikt ani nic innego się nie liczyło.

     Wszystko było dobrze, gdy widywali się często, gdy spędzali wspólnie całe dnie, gdy wciąż mogli być razem. Jednak zawsze, gdy on opuszczał ją na dłużej, nie potrafiła cieszyć się samotnie małymi kaczuszkami pływającymi nieporadnie po leśnym jeziorku, młode króliczki nie wydawały się jej już takie śliczne i słodkie, nic nie było już takie samo. Bez Evola życie Epoh stawało się puste i jałowe, to on nadawał wszystkiemu sens, to on sprawiał, że ona była szczęśliwa i z niecierpliwością oczekiwała każdego dnia. Bez niego nie miała po co żyć.

     Wciąż pytała sama siebie, czy i kiedy nadejdzie dzień, w którym on odkryje, że ją kocha i mimo wszystko wierzyła, że taki dzień nastąpi, a im ważniejsza się czuła w jego życiu, tym mocniej wypatrywała tej chwili. Rozsądek podpowiadał jej, że powinna zacząć żyć na własny rachunek, skupić się na sobie i przestać czekać na coś, co prawdopodobnie nigdy się nie zdarzy, ale serce wciąż miało nadzieję, którą podsycała zażyłość, jaka łączyła tych dwoje.

     Gdy zaczęło się zanosić na to, że ich drogi się rozejdą, że nie będą się już mogli widywać tak często jak do tej pory, ona zdała sobie sprawę, że jeśli jego zabraknie, to nie będzie już miała po co żyć. Przez tak długi czas to dla niego budziła się co rano, to dla niego oddychała, dla niego żyła, że już nie pamięta jak to jest żyć dla samej siebie. Mała wróżka nagle zdała sobie sprawę, że przez długi czas tylko Evol zaprzątał jej myśli, nic poza nim nie było już dla nie ważne, o nic innego nie dbała. Gdyby on odszedł nic by jej nie zostało.

     W akcie desperacji postanowiła przewartościować całe swoje życie i wyznaczyć sobie nowe cele na przyszłość. Rozumiała, że jeśli ukochany Evol ma zniknąć z jej serca, to musi także zniknąć z jej życia. Innego wyjścia nie ma. Postanowiła wrócić do swojego dawnego świata, zaszyć się w swojej chatce i zapomnieć, że po drugiej stronie lasu jest mała wioska elfów, w której spędziła tyle szczęśliwych chwil ze swoim ukochanym. Jedyny problem polegał na tym, że jej serce, wciąż było przekonane, że jeśli do tej pory Evol nie był w niej zakochany, to na pewno właśnie się zakochuje. Niemal z każdym dniem czuła, że jest mu coraz bliższa, widziała to po jego zachowaniu w stosunku do niej, czytała to w jego wiecznie uśmiechniętych oczach. Nie potrafiła zaprzeczyć trosce, jaką ją otaczał, uwadze, jaką jej poświęcał.

     Epoh często zastanawiała się, jak młody elf zareaguje, gdy ona tak nagle i bez uprzedzenia wyrzuci go ze swego życia i serca. To, czego najbardziej w świecie nie chciała, to zranić go, a bała się, że tak się stanie jeśli ona zrealizuje swój plan... Wiedziała, że musi wybierać, wybierać między życiem, a śmiercią.

     Mała wróżka bardzo długo wahała się jak powinna postąpić. Serce podpowiadało jej, że nie będzie umiała żyć bez swego ukochanego, ale wiedziała, że i tak go kiedyś straci. Obawiała się życia bez niego, ale miała świadomość, że życie z nim niszczy ją samą i do niczego nie prowadzi. Piękne oczy i uśmiech ukochanego, które wciąż widziała nie pomagały jej w podjęciu decyzji.

     Epoh nie miała nawet z kim o tym porozmawiać, gdyż mieszkańcom wioski elfów zwierzyć się nie mogła, a leśne zwierzątka nie za bardzo umiałyby jej pomóc. One troszczyły się tylko o pożywienie i o dach nad głową... Czuła się chwilami okropnie samotna. Bardzo potrzebowała, by ktoś ją wysłuchał. Często chodziła na długie samotne spacery w głąb lasu, gdzie mogła wyżalić się drzewom. Szum wiatru sprawiał, że wszystko wydawało się jej łatwiejsze i lżejsze. Lubiła położyć się na mokrej od rosy trawie, wpatrywać się w zachmurzone niebo i wsłuchiwać się w odgłosy otaczającej ją przyrody i własnego serca. W takich chwilach szukała odpowiedzi na dręczące ją pytania. Liczyła, że drzewa, trawa, niebo i wiatr pomogą jej podjąć słuszną decyzję.

     Nie umiejąc wybrać żadnego rozwiązania, Epoh postanowiła zaczekać i upewnić się co do rodzaju uczucia jakim darzył ją Evol. Zdecydowała się nie mówić mu nic do czasu, gdy będzie przekonana, że on jej nie kocha. Tylko w takiej sytuacji mogła odsunąć się od niego. W przeciwnym razie niepewność nie dawałaby jej spokoju. Jedyne, co mogła sobie obiecać, to, że przynajmniej przez jakiś czas nie będzie zabiegać o spotkania z nim, poczeka na jakiś gest z jego strony, na jego inicjatywę.

     Przez długi czas snuła się samotnie po swoim lesie, który bez ukochanego wydawał się jej strasznie duży i pusty. Każdy nawet najmniejszy szczegół przywodził jej na myśl wspólnie spędzone chwile i przypominał o młodym elfie w zielonym ubranku. Biedna mała wróżka nie umiała się na niczym skupić, nic jej nie wychodziło. Nie potrafiła już siedzieć beztrosko nad swoim jeziorkiem i wić wianków, nie cieszyły jej już zabawy z leśnymi przyjaciółmi. Stale i bez przerwy myślała o swoim Evolu, który gdzieś tam po drugiej stronie lasu, może też myślał o niej, może też tęsknił i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Tego nie wiedziała, ale miała taką nadzieję. Codziennie czekała, że może on jednak się pojawi. Uparcie wierzyła, że jest dla niego tak samo niezbędna, jak on dla niej.

     Tymczasem po drugiej stronie lasu młody elf odczuwał dziwny niczym nie uzasadniony smutek. Z pozoru nic w jego życiu nie uległo zmianie wraz z odejściem z niego ślicznej małej wróżki. Tak jak co dzień wstawał rano i szedł spać wieczorem, jednak wciąż czegoś mu brakowało. Początkowo on sam nie wiedział czego, myślał, że może to pory roku są odpowiedzialne za jego złe samopoczucie, obwiniał za nie także deszcz i chłód, jednak nawet w słoneczne dni nie wszystko było w porządku. Pewnego dnia usłyszał coś, co przywiodło mu na myśl perlisty i dźwięczny śmiech niedawnej towarzyszki zabaw. Wspomnienie o niej wywołało uśmiech na jego twarzy i jakieś dziwne uczucie ciepła w sercu. Nagle w jego pamięci odżyły wszystkie wspólnie spędzone z nią chwile. Przypomniał sobie ich wesołe zabawy, długie spacery po tajemniczym lesie i niekończące się rozmowy na różne tematy. I wtedy dopiero zrozumiał. Zrozumiał dlaczego od tylu dni nic go nie cieszyło i świat był taki nieprzyjazny i smutny. Zrozumiał czego wciąż mu brakowało i za czym nieustannie tęsknił. Zrozumiał, że już od bardzo dawna w jego sercu królowała mała śliczna wróżka o dźwięcznym imieniu Epoh...

Za to, że słuchasz, gdy mówię
Za to, że mówisz, a ja mogę słuchać
Za to, że jesteś
I za to, że ja mogę być

Dziękuję Przyjacielu

istalistoski : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930311

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

hhgirl | youlia | smove | jroo | megan | Mailing